Winda i schody to pierwsze sposoby, jakie przychodzą mi do głowy, gdy chcę dostać się na któreś tam piętro w wieżowcach, lub hotelach. Czasem można trafić na zjeżdżalnię, o której pisałam tutaj, ale są one dość ograniczające. Zjechać można jedynie w dół i nie ma za dużo czasu na podziwianie widoków. Poza parkami rozrywki nie spotkałem również takiej, dzięki której można byłoby zjechać z dachu na ziemię.

Od jakiegoś czasu do powyższych możliwości dodaję House Running. To bieganie lub jak kto woli, „spacer” po ścianie budynku wisząc na linach wspinaczkowych. W tym sposobie, żeby dostać się na dół, trzeba najpierw dostać się na dach i zejść sobie po pionowej ścianie. Zdaje sobie sprawę, że brzmi to lekko i prosto, zwłaszcza gdy się to czyta, ale wcale takie nie jest, gdy sobie to w pierwszej chwili uświadamiasz na miejscu. W każdym razie jest wystarczająco personelu i sprzętu, który Cię w tej „rozrywce” ubezpiecza. W tym moja siła i jakaś tam pewność. Co nie oznacza, że zostaniesz z tego dachu spuszczony. Do ziemi długa droga i jak sam nie zejdziesz, to nikt Cię nie zniesie, najwyżej zejdziesz schodami.

Ogólnie dość oryginalny i ekstremalny sposób na szybką zmianę piętra. Nie tylko dla fanów Spider-Mana, ale dla wszystkich, którym schodzenie po schodach czy jazda windą przestały dostarczać emocje. O ile kiedykolwiek dostarczały hehe 😀

Co to za miejsce i kim są Ci ludzie?

Posiłkując się wiedzą z oficjalnej strony organizatora, kilka lat temu, w 2012 roku, grupa wspinaczkowych zapaleńców wpadła na pomysł i dogadała się z właścicielem hotelu Rilano 24|7 w Monachium. Na sezon letni postanowili zabudowywać dach tego 12 piętrowego hotelu dodatkową konstrukcją. Konstrukcja, aluminiowa rama umożliwia bezpieczny transport wszystkich zainteresowanych z góry na dół. Gości, turystów i mieszkańców. Może nie do końca transport, ponieważ trzeba zejść samemu i nie ma to nic wspólnego z wygodą i poczuciem bezpieczeństwa. W każdym razie na dachu poza wentylatorami znajdują się liny, uprzęże, pasy i wszystko, co do tego potrzebne. Był również sprzęt audio, z którego grała muzyka, o ile akurat nie było instrukcji co do obsługi liny.

Trudno o termin

Atrakcja House Running jest czynna weekendowo co dwa tygodnie przez letnie miesiące w roku. Trzeba nieco cierpliwości, by móc z niej skorzystać. Sam miałem pierwszy termin zarezerwowany długo wcześniej. Jednak przez deszczowy maj, a dokładnie pisząc pechowo deszczowe weekendy, dzwonili do mnie co tydzień, że przekładamy. W końcu się udało. Słoneczna sobota, parę minut po godzinie 9 rano i ja, lekko niepewnym krokiem stanąłem w końcu na krawędzi 50-metrowej ściany.

Chwilę wcześniej…

Zgodnie z instrukcją w lobby hotelowym zameldowałem się słowami, „którędy na dach?” 🙂 Recepcja od razu wiedziała, o co chodzi i poleciła przejść dalej do odpowiedzialnych za House Running osób. Potem potwierdzenie tożsamości z biletu, podpisanie oświadczenia, że robię wszystko na własną odpowiedzialność i dobór odpowiedniej wielkości rękawic. Z ogólnych wymagań to waga między 50 a 110 kilo i sportowe buty z nieślizgającą się podeszwą. Do tego żadnych zegarków, puste kieszenie i zalecana grubsza odzież ze względu na ewentualne otarcia od uprzęży. Po tym wszystkim można ruszać windą na 11 piętro, z niego po schodach na dach.

Dokładnie przy tym wyjściu na dach leżał martwy ptak. Dziewczyna którą miałem w grupie rzuciła: „Mam nadzieję, że to nie zły fatum” i zrobiło się poważnie hehe. Bo co innego wjeżdżać sobie na dachy i tarasy widokowe, obejrzeć widoki i co najwyżej zrobić kilka zdjęć. Co innego z myślą, że masz o sile własnych mięśni z nich zejść. Zwłaszcza że nigdy nie wisiałem na żadnej linie i nie miałem nic wspólnego ze wspinaczkami.

Najstraszniejszy moment to zdecydowanie pierwsze kroki, które stawia się na krawędzi dachu. Mimo że czujesz uprzęż, która Cię trzyma to nie widzisz lin, które od teraz dźwigają Twój ciężar. Na wyobraźnie działa zdecydowanie. Potem już z górki. Dosłownie i w przenośni 😉 Można nie tylko iść, ale również odbijać się od ściany i po niej skakać. Przynajmniej mnie, komentarzami z góry, to tego zachęcali. Także właściciel hotelu nie powinien mieć pretensji, bo trochę mu tę ścianę obiłem hehe. Oczywiście na chodniku pod budynkiem ma się darmową publikę. Część osób zatrzymuje się przypadkiem, a część widowni to znajomi, ponieważ na górę wchodzą tylko uczestnicy.

Jest na co popatrzeć

Co do widoków, to stojąc na krawędzi i patrząc się przed siebie, w oddali widać charakterystyczną konstrukcję Allianz Areny. Stadionu Bayernu Monachium. Spoglądając w prawo, powinny być Alpy. Ale akurat tego dnia, przez parne powietrze i nie do końca czyste niebo, ich nie widziałem. W każdym razie byłem na kilku innych wieżach widokowych w Monachium i jestem pewien, że przy dobrej pogodzie i stąd powinny być widoczne. Także nie taki nudny ten dach. Jeśli ktoś się nie zdecyduję, to przynajmniej zobaczy okolice z innej perspektywy.

Bilety można kupić poprzez kilu pośredników w internecie. Ceny wahają się od 59 do 79 Euro. Można również dokupić pakiety filmu lub zdjęć, średnio 20 Euro. Zdjęcia w tym wpisie to stopklatki mojego filmu, także sami możecie ocenić jakość.

Parafrazując cytat Foresta Gumpa: „odtąd, zawsze jak gdzieś szedłem, to biegłem” napiszę, że to mój pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz. Niech mi tylko ktoś line zawiesi, schody są nudne! 😀

Adrenalina: 3/5 Strach: 2/5 Widoki: 4/5