Frankfurt nad Menem – miasto o modernistycznej zabudowie, która tworzy charakterystyczny Skyline. Miałem przyjemność mieszkać w nim przez kilka lat i przez ten czas poznałem kilka ciekawych miejsc na wysokościach. Nie tylko tych do których można dostać się szybko i bezproblemowo windą 😉 Na dachach czy najwyższych piętrach znajdziemy tarasy widokowe, baseny, siłownie, kluby, bary i wiele innych mniej lub bardziej interesujących rzeczy. Do tego kolejne miejscówki wraz z nowo powstającymi budynkami we Frankfurcie są w planach.

Tak jak mam zdjęcia i wspomnienia z tych wszystkich miejsc, tak dopiero wiosną tego roku odkryłem całkiem nową perspektywę do odhaczenia. To dach hotelu Leonardo Royal. Z tym że nie chodzi o sam zamknięty dla zwiedzających dach, na którego by się dostać, trzeba by pewnie załatwić jakieś specjalne pozwolenie, ewentualnie się włamać, a o to, że można z niego zejść! Tak, znowu to zrobiłem. W ramach House Running zszedłem z dachu i to nie byle jakiego. Ściana hotelu ma wysokości 100 metrów, a widoki jakie się stamtąd rozprzestrzeniają, mało osób ma okazję doświadczyć. Sam zobaczyłem znaną okolicę z nowej perspektywy, także weekendowy wypad na stare śmieci do FFM zaliczam do udanych.

Parkour na wysokości

Gdyby ktoś chciał wrzucić coś w wyszukiwarkę Google, niech wpisze House Running Frankfurt. Tak nazywa się adrenalinowa atrakcja organizowana przez Vertical Sports Events. Jest to ta sama firma, która organizuje zejścia w innych niemieckich miastach. To dzięki niej, kilka miesięcy wcześniej schodziłem po ścianie hotelu Rilano 24|7 w Monachium. Tak naprawdę była to wtedy opcja rezerwowa ze względu na terminy. Gdy w czerwcu kupiłem bilety na najwyższą dostępną ścianę, czyli Frankfurt, pierwszymi wolnymi terminami były te w październiku! Dlatego zrobiłem sobie małą rozgrzewkę z połowy mniejszej wysokości (50m) w Monachium. Tam wolne dni w grafiku organizatora były bardziej znośne, więc wybrałem je, a na Frankfurt jesienią cierpliwie poczekałem.

Wstęp do świata chodzenia po ścianach i ekipy to organizującej zrobiłem przy okazji tamtej historii tutaj. Zapraszam bo nie chciałbym się nudnie powtarzać.

Szczęśliwa pogoda

Tak długo czekać to jedno, ale to, że akurat udało się zejść, to drugie. Trafienie o tej porze roku, czyli w połowie października na bezchmurne niebo i 24 stopnie Celsjusza jest raczej trudne. W moim przypadku ewentualne przełożenie atrakcji ze względu na złe warunki atmosferyczne oznaczałoby wiosnę 2020. Ewentualnie specjalny mikołajowy event w pierwszy weekend grudnia. Na który znając życie, pewnie bym przyjechał gdyby teraz, w papierniku się rozpadało. Tak poza tym, to schodzenie po ścianie we Frankfurcie jest organizowane co dwa tygodnie w weekend, od maja do końca października. Czasem mają jakieś specjalne dni otwarcia jak na przykład wspomniane mikołajki.

Organizacja na miejscu

Kilkuosobowa ekipa Vertical Sports stoi zebrana od strony ulicy Mailänder. Gdyby ktoś szukał, to na recepcji w hotelu też wskażą drogę. Powinniśmy być jakieś pół godziny przed terminem na jaki się zapisaliśmy. To czas na zebranie grupy, podpisanie oświadczenia odpowiedzialności i ubranie uprzęży. Sądząc po ilości obecnych na miejscu jak i zapchanym terminarzu, chętnych wrażeń nie brakuje.

Gdy uporamy się z tymi drobnostkami, ktoś z ekipy zabiera nas do windy i na schody prowadzące do wyjścia na dach. Mamy z niego super widok na okolice i sam Frankfurt. Niestety nie można przemycić ze sobą telefonu i własnych kamerek, więc obyło się bez selfie i widokówek. Może następnym razem? Jak tak dalej pójdzie z moimi spacerami, to po znajomości załatwi się coś extra 😉

Naderwana lina?

Na dachu czekają też na nas kolejni instruktorzy, a pierwszym tekstem który usłyszała moja grupa było „Muszę trochę naprawić linę, bo się nadrywa” z ust dziewczyny, która jak się później okazało była Polką, a która trzymała w ręku kawałek taśmy klejącej mówiąc te słowa. Trzeba przyznać, że wszyscy tam mają dystans, umieją rozluźnić atmosferę i nie wiem jak pozostali, ale ja się uśmiechnąłem. Zresztą ciężko mi sobie wyobrazić by taką pracę wykonywali ludzie zestresowani i biorący życie zbyt poważnie. Byłoby wręcz niebezpiecznie gdyby ktoś przynoszący problemy z domu, miał mnie ubezpieczać.

W każdym razie przypięci do liny bezpieczeństwa mamy sprawnie wytłumaczone jak będzie przebiegało schodzenie i co robić, a czego nie. Wbrew pozorom rękawice dostajemy nie do tego, by jak to miało miejsce w Monachium, samemu pracować z liną i się na niej opuszczać. Są one po to, by chroniły nas przed chropowatymi ścianami budynku, jeśli ktoś chciałby na nich trochę poskakać albo się o nie poobijać. Samo w sobie zejście poza strachem wysokości byłoby dla mnie zbyt nudne. Dlatego z bagażem doświadczenia zamierzałem to zrobić. Poskakać i pozaglądać trochę ludziom do pokoi hotelowych. Co jak widać po zdjęciach niżej, wyszło całkiem nieźle.

Miałem jedynie obawy czy dwie zgrabne i dość drobne dziewczyny utrzymają moje kilogramy. Dały radę 🙂

Ile kosztuje taki adrenalinowy spacerek?

Cena od której zaczynały się bilety w moim przypadku, czyli 79 Euro jest dość atrakcyjna za ilość emocji jakie można doświadczyć. Do samego zejścia można dokupić pakiety video. Jedna kamerka to był koszt 19 Euro, z kolei schodzenie nagrane dwoma to 29 Euro. Jedną mamy na naszej uprzęży, drugą nagrywa nas osoba z ekipy, siedząca na przeciwnym kancie dachu. Na pewno warto! Ogólnie ciekawy pomysł na prezent i nawet jeśli sami się boimy, można popatrzeć i to komuś zafundować trochę stresu.

Mimo setek zdjęć z tego miasta to stopklatki z tego filmu, chociaż średniej jakości, są jednymi z moich ulubionych pocztówek z Frankfurtu.

Adrenalina: 3/5 Strach: 3/5 Widoki: 4/5