Los-Angeles-Michał-Fic-new-wayfarer

Los Angeles, miasto aniołów, które znamy nawet jeśli nigdy w nim nie byliśmy. Szeroko pojęta popkultura zrobiła swoje i nie ma nic, co łączy się tak mocno z Los Angeles i wszystkimi jego atrakcjami jak Hollywood. W końcu to przemysł filmowy i branża rozrywkowa ukształtowała jego wizerunek w ciągu ostatnich stu lat. Bez nich, świadomość i znaczenie całego regionu byłyby zdecydowanie mniejsze. Razem z Nowym Jorkiem, to najbardziej charakterystyczne i zakorzenione w naszej podświadomości amerykańskie miasto, czyż nie? a tuż za nimi San Francisco z Golden Gate. W każdym razie ani o SF, ani NY dużo się nie wypowiem, a Los Angeles znam, dlatego zapraszam na mój popkulturowy przewodnik. Dla wszystkich fotografów i podróżników moja lista wartych odhaczenia miejsc, oraz rzeczy do zrobienia. Zarówno w LA, jak i najbliższych okolicach.

Słowo wstępne o bezdomnych. Nie tylko w Los Angeles, ale ogólnie USA

Jako że w sieci jest mnóstwo cukierkowych blogów „och i ach” na temat okolic, napiszę coś o bezdomnych, których spotkasz nie raz korzystając z poniższej listy. Wprawdzie ironicznie, ale dla mnie to właśnie ich ilość świadczy o „magi” Kalifornii. Niestety tam gdzie bogactwo i splendor, tam też proporcjonalna ilość ludzi bez dachu nad głową. Bogaci się bogacą, biedni biednieją. Mimo wszystko w podświadomości większości Polaków Ameryka to Ameryka, kraina mlekiem i miodem płynąca. Do tego swoje robią piękne poradniki, blogi i ogólnie zachwyty tylko nad pozytywami USA, bez obiektywnego spojrzenia na drugą stronę medalu. Im więcej się takich zachwytów naczytamy, tym potem, będąc na miejscu może być większe zaskoczenie i pytanie, gdzie ta wielka Ameryka? Przyznam, że trochę denerwują mnie tacy ludzie oderwani od rzeczywistości, a niestety bezdomnych, narkomanów i patologii nie trzeba szukać daleko.

Reasumując, przez brak systemu socjalnego i „darmowej” opieki zdrowotnej w USA, nie mając pieniędzy, jesteś nikim. Albo Ci się uda, albo lądujesz na ulicy, bez perspektyw wytykany palcami prze turystów. To dla mnie jest tak naprawdę American Dream. Ryzyko które z wszystkimi swoimi aspektami od lat ciągnęło nas do Stanów Zjednoczonych.

Zainteresowanych tematem zapraszam na obejrzenie dokumentu znajomego: Niewidzialni Ludzie z Venice Beach

Los Angeles – Przewodnik dla Turystów i Fotografów

Holywood Sign

To jedno z tych miejsc na świecie, które nie potrzebuje pinezki z lokalizacją na zdjęciach. Słynne logo Hollywood góruje nad miastem i kto by dzisiaj pomyślał, że była to kiedyś zwykła reklama znajdującego się w pobliżu osiedla mieszkaniowego „Hollywoodland”, a jednak. Dzisiaj, skrócony przed laty o cztery literki napis to symbol amerykańskiego przemysłu filmowego. Istnieje kilka punktów widokowych, z których możemy go oglądać z daleka i w miarę „łatwo” dostać się do nich samochodem. Są okey, jednak wszystkim zuchwałym polecam spacer ścieżkami Runyon Canyon Park pod sam napis, ewentualnie tuż za niego. Nawet jeśli nie chodzicie na codzień po górach, będzie warto. Tylko nie próbujcie skakać z literek, mają 14 metrów wysokości.

Obserwatorium Griffith

Jest wielce prawdopodobne, że większość osób nie zna tego obserwatorium i parku, w którym się znajduje z nazwy. Było one jednak w popkulturze wykorzystane tyle razy, że nieświadomie spotkaliśmy się z nim nie raz. Filmy takie ja Terminator, La La Land, Park Jurajski czy Transformers, albo gry jak GTA V to tylko wierzchołek popkulturowej góry, którą nie zamierzam spamować. Budynek obserwatorium otoczony jest dużym parkiem, który dzięki położeniu na zboczu oferuje wspaniałe widoki na okolicę. Wizyta na wzgórzu jest moim zdaniem koniecznością, szczególnie wieczorami, gdy rozciąga się niesamowity widok na oświetlone Los Angeles. Gwarantuję że większości wystarczy to w zupełności, by uznać miejscówkę za odhaczoną. Jednak gdy będzie ktoś miał więcej czasu, warto sobie zrobić wycieczkę po wnętrzu.

Budynek, który został otwarty w 1935 roku, zachwyca stylem Art Deco, który przyjemnie wyróżnia się z otoczenia i pozostał niezmieniony podczas gruntownej renowacji w latach 2002-2006. Mamy tam artystycznie zdobione ściany i sufity, w tym także dużą rotundę. Wewnątrz oprócz planetarium znajdują się też wahadło Foucaulta i cewka Tesli. Często organizowane są tam czasowe i tematyczne wystawy, więc przy odrobinie szczęścia możemy trafić na coś bardziej intrygującego niż freski na ścianach.

In-N-Out Burger

Najpopularniejsze sieci fast food: McDonalds i Burger King znają wszyscy i można ich spróbować na całym świecie. Sprawa wygląda inaczej z siecią In-N-Out Burger, która nie udziela franczyzy na prowadzenie, dlatego nie rozpowszechniła się na świecie tak jak popularniejsi krewni. Pochodzi ona z Kalifornii i to właśnie tam znajduje się najwięcej lokali tej sieci. Proste, krótkie, a przede wszystkim świeże i przepyszne menu to nie cały przepis na sukces tej sieci. Wystrój i klimat też robi swoje. Jest bardzo fotogeniczny i moim zdaniem żywcem wyjęty z lat 50. i 60 ubiegłego wieku. Taki styl retro dodaje uroku, a jedyne co brakuje, to kelnerek na wrotkach.

W los Angeles są trzy restauracje, do tego dwie w świetnych lokalizacjach. Jedna znajduje się w pobliżu lotniska i można z jej terenu obserwować lądujące samoloty, które przelatują naprawdę nisko. Wygląda to niesamowicie, zwłaszcza wieczorem. Druga restauracja jest dwie przecznice od Hollywod Boulevard, więc gdy już podeptacie trochę gwiazd to skoczcie koniecznie na Flying Dutchman’a. Uzbroicie się tylko w cierpliwość ponieważ kolejki potrafią zaskoczyć.

PS z podobnym klimatem i smakiem jest jeszcze Five Guys Burgers, ale by ich spróbować nie trzeba lecieć do Los Angeles. Sieć od kilku lat robi ekspansję na inne rynki i można ich śmiało przetestować w Europie.

Muscle Beach

Szczególne miejsce dla wszystkich pozytywnie zakręconych na punkcie sportu, sprawności fizycznej i ogólnie zdrowego stylu życia. Sam jestem jedną z takich osób, dlatego historie Muscle Beach opisałem szczegółowo w specjalnym tekście o niej, a właściwie o nich. Zapraszam serdecznie, nie tylko sportowców, tutaj.

Hollywood Walk of Fame – Aleja Gwiazd

Tak ogromna branża rozrywkowa obecna w Los Angeles musiała mieć swoją galerię sław, dlatego zdecydowano by powstała aleja gwiazd. Obecnie jest ich nieco ponad 2700. Wszystkie ochrzczone imionami i nazwiskami znanych aktorów, reżyserów, muzyków i osobowości medialnych. Jeśli ktoś planuje poszukać swojego ulubieńca i sfotografować się z jego gwiazdą, proponuję by najpierw znalazł w sieci jej dokładny adres. Przejście wszystkich chodników (to nie tylko jedna aleja) z gwiazdami może zając nawet pół dnia, a szkoda zrobić tyle kilometrów z głową wpatrzoną w ziemię. Mimo wszystko nieco przereklamowana atrakcja.

TCL Chinese Theatre

Samo wyjście do kina w Los Angeles jest już przygodą, a jeśli mowa o kinie to nie sposób pominąć Chinese Theatr. Jedno z najbardziej charakterystycznych kin, których akurat w okolicach LA jest mnóstwo. Zostało otwarte w 1927 roku i z daleka zachwyca ozdobną fasadą w stylu azjatyckim. Na dziedzińcu znajdują się sklepy i restauracje. Z kolei z piętra, mamy mało znane widoki na napis Hollywood, Aleję Gwiazd, jak i Downtown Los Angeles. Warto tam wejść, ponieważ nieproporcjonalnie do poziomu ulicy jest tam mało turystów. Popatrzenie się na wszystko z innej perspektywy też robi różnicę.

Dodatkowo przed Chinese Theatre po raz kolejny aktorzy i reżyserzy uwiecznili się dzięki odciskom dłoni i stóp. Moim zdaniem to bardziej ekskluzywne, a przede wszystkim bardziej osobiste niż gwiazda na nieco przereklamowanym chodniku obok. Także można sobie porównać rozmiar dłoni z Alem Pacino albo rozmiar buta z Ryanem Goslingiem i wieloma innymi. Mając szczęście można trafić na uroczystą premierę jakiegoś filmu, które często się tu odbywają.

Dolby Theatre

Tuż obok TCL Chinese Theatre znajduje się Dolby Theatre (dawniej Kodak), w którym odbywa się gala rozdania Oscarów. Oprócz wejścia, które jest znane z transmisji TV i sesji zdjęciowych, mamy w środku charakterystyczne szerokie schody z czerwonym dywanem, a na ścianach symboliczne tytuły wszystkich zwycięzców nagrody „Best Picture Award”. Mamy też ławeczki z możliwością podładowania telefonów i otwartą sieć WiFi z tych praktyczniejszych rzeczy. Jest również możliwość kupienia wycieczki oprowadzającej po całym budynku i jego zakamarkach, ale nie napiszę czy warto ponieważ nie korzystałem. Obiecałem sobie, że obejrzę ten budynek dokładnie na bankiecie, gdy wcześniej mnie za coś nominuj. Za 100 lat 🙂

Studia filmowe

Jest ich kilka, dokładnie pisząc: Universal Studio, Paramount Pictures, Warner Bros i Sony. Jeśli chodzi o Universal Studio, to mimo dostępnego zwiedzania należy je przede wszystkim traktować jako filmowy park rozrywki z różnymi atrakcjami. Dlatego jest najdroższe. Bardziej „statecznymi” studiami, są trzy pozostałe. Jak by nie patrzeć w każdym z nich mamy możliwość przyjrzenia się zapleczu, w jakim powstają kinowe i telewizyjne produkcje. W każdym z nich dostępne są wycieczki oprowadzające, jak i mnóstwo eksponatów oraz scenografii ze znanych nam produkcji. Można też podczas zwiedzania spotkać pracujących tam ludzi, jednak zaliczenie wszystkich wydaje się dość karkołomnym zadaniem, szczególnie jeśli ktoś wpada do LA na krótki urlop. Dlatego najlepiej porównać sobie ich oferty i wybrać to, co najbardziej nam w danym czasie pasuje. Ewentualnie wybrać to studio, które wyprodukowało nasze ulubione filmy i w ten sposób dorzucić się im naszymi biletami do budżetów na kolejne.

Jest jeszcze Paramount Ranch. Najstarsze, bo wybudowane w 1927 roku miasteczko w stylu dzikiego zachodu. Coś w sam raz dla gających w Red Dead Redemption 2 i wszystkich fanów westernowego stylu.

Santa Monica Pier

Gdy na świat przyszedł (dzisiaj już 83-letni) Robert Redford, a urodził się w Santa Monica, molo już stało. Bez wątpienia najbardziej rozpoznawalny i najstarszy zabytek Santa Monica. Nie tylko wiek, ale przede wszystkim diabelski młyn i park rozrywki Pacific Park nadały mu kształtu jaki znamy. Na molo jest też oceanarium, drobne sklepiki i oczywiście mnóstwo turystów od godzin porannych do przepięknych zachodów słońca. Mamy knajpę Buuba Schrimps i ławeczkę, obie z fabuły Foresta Gumpa. Dla kontrastu mamy też meksykanów sprzedających prosto z przenośnych lodówek zimne napoje, owoce i przekąski. O ile nie zasłonią go fotografujący się z nim ludzie, jest też znak End of Trial ’66. Upamiętniający symboliczny koniec starej międzystanowej autostrady 66, potocznie zwanej „Route 66”, która rozpoczynała się w Chicago.

Molo dobrze sprawdza się w miesiącach letnich, gdy organizowane są na nim koncerty, projekcje filmów i inne zajęcia, a z których większość jest darmowa. Główne masy turystów pędzące do kolejnych atrakcji, wbrew pozorom omijają je, także przeważnie jest dość kameralne i spokojne. Mimo wszystko molo to miejsce, którego trochę przerosła własna legenda. Będąc na miejscu drugi czy trzeci raz, szybko traci urok i powszechnieje, a najlepsze wrażenie zaczyna robi o 6 rano, gdy podczas porannego biegu nikogo oprócz nas na nim nie ma.

Venice Boardwalk & Ocean Front Walk

Jeśli spacer brzegiem Oceanu Spokojnego, to tylko wzdłuż wybrzeża. Ściągasz koszulkę, zakładasz okulary przeciwsłoneczne i w drogę. Piechotą albo na rowerze. Widok na Pacyfik, słońce, bary, wysportowane dziewczyny na rolkach. Dokładnie takie letnie wspomnienia zachowasz jeśli wybierzesz się na spacer po deptakach Venice i Ocean Front. Kultowe miejsce dla luzu i zachodniej kultury bycia, o której podobnie jak o Muscle Beach napisałem tutaj. Poza tym możemy wsiąść udział w jakimś freak-schow i trafić na YouTube, lub kupić sobie oryginalną pamiątkę z zachodniego wybrzeża. Nie piszę tutaj o kiczowatych koszulkach i pamiątkach „Made in China”, które można kupić na całym świecie, a o oryginalnych rękodziełach ulicznych artystów. Niektóre naprawdę są wow i wtedy tylko rozmiar walizki może nas ograniczać.

Najwięcej dzieje się tam od piątkowego popołudnia do niedzieli. Kto szuka spokoju nie tylko w tygodniu ale również w weekendy, powinien wybrać się bardziej na południe. Tam leżą plaże Manhattan, Hermosa i Redondo Beach. Ogólny spokój, cisza i zero bezdomnych. Na jednej z nich, w kamperze, mieszkał grany przez Mela Gibsona filmowy Martin Riggs w Zabójczej Broni 😉 Mojej ulubionej serii komediowej o policjantach.

Farmers Market

Niesamowita mieszanka smaków i miejsce dla każdego lubiącego jeść! Nie zagłębiając się za bardzo w historię, to po prostu ogromny targ/ bazar założony w 1934 r. który na przestrzeni lat ewoluował w ogromny kompleks handlowo-rozrywkowy. Przyciąga mieszkańców, a trochę mniej turystów. Świeże przekąski i produkty zarówno od Kalifornijskich producentów, jak i światowych dostawców, mieszają się w tym miejscu ze znanymi restauracjami, kawiarniami oraz sklepami. Sam nie skorzystałem, ale jest tam podobno dostępna wycieczka dla smakoszy. Płacisz raz i ktoś prowadzi Cię przez najważniejsze kalifornijskie smaki i potrawy do spróbowania. Zdecydowanie targ ma swój charakter! Nie będziesz rozczarowany nawet idąc tam najedzony, a jeśli lubisz fotografować żywność, lepiej zabierz ze sobą power bank!

Podobnym to tego miejscem jest Arizona Avenue, pomiędzy 4 a Ocean w Santa Monica. W każdą środę i sobotę zamykana dla ruchu, gdzie od rana do południa ustawiają się rolnicy i sprzedają prosto „z samochodów” swoje produkty. Dobra alternatywa by zamiast kolejnego hamburgera najeść się świeżymi pistacjami, borówkami czy kalifornijskimi pomarańczami.

Sunset Bulevard

Here is life! Sunset Bulevard wysadzana palmami łączy śródmieście LA z Hollywood, Beverly Hills i autostradą Pacific Coast Highway. To jedna z najbardziej znanych ulic w Stanach Zjednoczonych i miejsce nocnego spędzania czasu, które wciąż żyje swoimi legendami oraz muzycznymi kubami. Bulwar zachodzącego słońca ma swój kinowy urok i jeśli potrafisz to docenić warto go przejechać samochodem. Tylko najlepiej omijając godziny szczytu (7-9 i 16-19), które skutecznie zepsują cały urok. Ewentualnie podskocz Uberem na zachód słońca, kolację i wieczorny spacer z dziewczyną, albo rundkę po barach i piwo z kumplami.

Mulholland Drive

To w swojej unikalności trasa podobna do Sunset Boulevard. Ruszasz z Beverly Hills w ok. 20 milową przejażdżkę przez Hollywood Hills wśród rezydencji gwiazd. Następnie droga prowadzi przez góry Santa Monica pełne ścisłych zakrętów i pięknych widoków. Pasuje tu zdecydowanie jakiś kabriolet i głośna muzyka. W każdym razie inspirująca trasa i okolica którą raz w życiu warto przejechać, ale nie koniecznie, gdy będziesz tam tylko kilka dni.

To na górskim poboczu Mulholland Drive miała miejsce ta scena złamanej obietnicy. Ktoś pamięta tego one-linera Arnolda Schwarzeneggera?

Beverly Hills

Położone w hrabstwie Los Angeles miasto Beverly Hills jest zamieszkane przede wszystkim przez celebrytów. Wygląda schludnie i jest bardzo ”czyste” w porównaniu do mniej zamożniejszych miast dystryktu. Stoją tu wille z ogromnymi balustradami, ulice ozdobione są kwiatami, a wzdłuż nich rozciągają się palmy. Poza ”kwitnącym” ulicami w wielu zakątkach znajdziesz małe parki miejskie, a o porządek dbają częste patrole policji. Wszechobecną ciszę przerwie raz na jakiś czas ryk 8 cylindrowego silnika Ferrari. Reasumując ogólny splendor dla oczu.

Rodeo Drive

Ekskluzywna ulica handlowa w Beverly Hills, na której znajdują się designerskie sklepy i małe prywatne butiki. Uwieczniona w kinematografii na zawsze przez zakupowe szaleństwo Julii Robert w Pretty Woman i popularna wśród bogatych klientów, celebrytów i rzecz jasna turystów. O ile na ogół ceny są z kosmosu, to podobno udaje się upolować coś markowego poniżej 100$. Także miejsce, które przypadnie do gustu przede wszystkim Paniom. W sumie mężczyznom też o ile wytrzymają sklepowy maraton. Co ważne, to to że właściciele sklepów są przyzwyczajeni do zwiedzających, którzy nie zamierzają niczego kupować, także śmiało można wchodzić w poszukiwaniu okazji.

OUE SkySpace

To bar na wysokości 70 piętra z tarasem widokowym, z którego widać całe miasto. Gdy tylko pogoda nie jest mglista, mamy z niego idealny widok na całą okolicę z najwyższego punktu obserwacyjnego w mieście, budynku US Bank Tower. Dla odważniejszych jest też specjalna przeszklona zjeżdżalnia, o której napisałem tutaj, a gdy będziesz tam po południu, koniecznie poczekaj na zachód słońca. To moim zdaniem kolejne miejsce, w którym warto być zarówno w dzień, jak i po zmroku. Po drodze na szczyt, poza kontrolami bezpieczeństwa, czekają interaktywne niespodzianki 🙂

Venice Canals

Abbot Kinney to deweloper, który zachwycony architekturą włoskiej Wenecji chciał stworzyć jej małą namiastkę w Los Angeles. W 1905 roku na należących do niego terenach zaczęto kopać i zalewać wiele kanałów po której pływali, a jakże by inaczej – gondolierzy! Taki styl i reklama pomogły mu sprzedać większość działek na należących do niego terenach. Jednak to, jak prezentują się obecnie, ukształtowało się w latach 80. i 90. ubiegłego wieku po licznych remontach i przebudowach. Wprawdzie już bez gondolierów, to jednak kanały Venice są bardzo fotogenicznym, spokojnym i dobrym pomysłem na spacer oraz setki instagramowych zdjęć, gdy tylko zechcemy na chwilę odpocząć od rzeszy turystów kłębiących się na równoległych plażach i deptakach.

Ciekawostka: woda wpływa do kanałów przez bramy morskie w falochronie Marina Del Rey i w Washington Boulevard. Aby spuścić większość wody, zapory otwierają się podczas odpływu. Z kolei podczas przypływu są zamykane, zatrzymując wodę przez około trzy dni do ponownego otwarcia.

Walt Disney Concert Hall

Sala koncertowa nazwana na cześć słynnego producenta filmowego Waltera „Walta” Disneya. Znajduje się blisko ratusza i centralnego zielonego parku Grant. Myślę, że gdy już będziesz w centrum warto zrobić sobie mały spacerek. Otwarta w 2003 roku jest powszechnie uznawana (sam się nie znam za bardzo) za arcydzieło architektury, które robi wrażenie szczególnie z zewnątrz ponieważ jest zbudowana z pojedynczych stalowych płyt. W salach regularnie odbywają się różne koncerty i imprezy, jednak zgodnie do rangi budynku, raczej poważniejsze i obstawiam że nie dla 90% czytelników tych słów 😉

Getty Center

Miasto ma tyle różnych muzeów, że ciężko wybrać jedno szczególne i warte polecenia, ponieważ każdego interesuje coś innego. Obiektywnie powinno to być muzeum sztuki Getty Center. Jean Paul Getty, od kogo wzięło swoją nazwę, był znanym kolekcjonerem dzieł sztuki w Los Angeles. Zebrał ich jak informują tablice tysiące, z czego znaczna część od 1997 znajduje się właśnie tutaj. Muzeum znajduje się w górach Santa Monica na zachód od Bel-Air i poza ogromnymi wystawami będziemy mieli z niego świetną panoramę na okolice. Gwarantuję że po takim spacerze i ilości dzieł jakie można tam zobaczyć masz „spokój” z kulturą na dłuższy czas. Co ważne, wstęp jest darmowy! (WiFi też). Zapłacisz jedynie za parking jeśli wybierzesz się tam samochodem.

California Science Center

Poza wyżej wspomnianym Getty Center, Los Angeles powszechnie nie jest znane wśród większości turystów ze względu na muzea, a szkoda. Science Center jak sama nazwa wskazuje, koncentruje się głównie na nauce i technologii, co oznacza, że nie ma tutaj statycznej i dla wielu nudnej „sztuki” jak w wypadku wcześniej wspomnianego Getty Center. Mamy za to wiele technicznych rzeczy do dotknięcia i sprawdzenia jak działają, zarówno dla dorosłych, jak i dzieci. Zdecydowanie najbardziej charakterystycznym eksponatem jest prom kosmiczny Endeavour. Jeden z czterech wahadłowców NASA, które po zakończeniu programu promów kosmicznych, zostały trwale udostępnione szerszej publiczności. Są też samoloty szpiegowskie pamiętające najbardziej napięte czasy „Zimnej Wojny”.

Grammy Museum

Nagrody Grammy to muzyczne Oscary i to właśnie tutaj odbywają się gale ich rozdania. Muzeum posiada też wystawę o historii muzyki rozrywkowej i kilka interaktywnych atrakcji dźwiękowych. Jest kilka ciekawych eksponatów, jak chociażby strój Michaela Jacksona z teledysku „Thriller”, bądź jego sławna biała rękawiczka. Mamy też rękopisy tekstów niektórych piosenek jak na przykład tych od Taylor Swift. Co zdecydowanie mało popularne, budynek otoczony jest muzyczną galerię sław wylaną na chodnikach.

Koniec muzeów.

Budynek Bradbury

To najstarszy, ukończony w 1893 roku budynek handlowy w centrum Los Angeles i jeden z unikalnych skarbów architektonicznych. O ile fasada jest dość skromna, to środek kryje pełen klimatu wiktoriański dziedziniec. Wypełniony jest on ozdobnymi żelaznymi balustradami, marmurowymi schodami i otwartymi windami klatkowymi. Także jeśli po wejściu klimat przywiedzie Ci na myśl tajemniczą atmosferę filmu Blade Runner (1982) z Harrisonem Fordem, nie ma co się dziwić. W Bradbury było nagrane jego kilka scen.

Long Beach

Long Beach, mimo że odległe od centrum, również należy do hrabstwa Los Angeles. Jeśli masz więcej czasu i znudziły Ci się tłumy w Santa Monica i Venice Beach to tutaj nieco odpoczniesz. Przynajmniej od tłumów, bo na pewno nie od Kalifornijskiego słońca. Dodatkowo poza długim odcinkiem plaży, znajdziemy w okolicy dwa statki. Jednym z nich jest wycieczkowa Queen Mary, a drugim niszczyciel USS Iowa. Oba zostały przerobione na muzea i zakotwiczone w porcie dla zwiedzających. Dobra opcja na popołudnie bądź pochmurny dzień.

Drogę do Long Beach najlepiej pokonać samochodem przez most Vincenta Thomasa, dlaczego? To na nim, grany przez Nicolasa Cage’a bohater filmu Gone in 60 Seconds wykonał pamiętny skok. Siedział wtedy za kierownicą pięknie ochrzczonego Forda Mustanga – Eleanor.

Malibu

Jeśli jedyne Malibu jakie znasz, to nazwa drinka albo klub w GTA Vice City, czas poznać to prawdziwe. Dokładnie to samo w którym mieszkał serialowy Charlie Charper, bohater Two and a Half Men. Z Malibu sprawa turystyczna ma się podobnie jak z Long Beach. Jest tutaj zdecydowanie mniej turystów, co przekłada się na większy spokój i luźniejsze plaże. Co nie oznacza, że są w jakimś stopniu gorsze, a wręcz przeciwnie! Wystarczy odwiedzić El Matador, skalista wizytówka Malibu i świetny pomysł na typowy day off z pięknymi zdjęciami.

Global Angel Wings – Anielskie Skrzydła

Tak nazywa się najbardziej ohasztagowaych projekt artystyczny na Instagramie. Wszystko zaczęło się w 2012 roku, gdy na przedmieściach Los Angeles, Colette Miller, stworzyła pierwszą parę anielskich skrzydeł. Z założenia projekt miał być interaktywną sztuką publiczną, a poprzez zdjęcia między skrzydłami ludzie mieli stawać się częścią popkultury.

Udało się z nawiązką! Mimo że w Los Angeles i okolicach skrzydeł jest najwięcej, to projekt rozprzestrzenił się na cały świat, a skrzydła, które z założenia mają przypominać nam o tym, że jesteśmy aniołami tej Ziemi, świetnie wpisały się w modę i przyjęły wśród ludzi. Nie tylko na Instagramie. Najfajniejsze w ich odkrywaniu nie jest chodzenie z listą adresową, które skrzydła gdzie są, a znajdywanie ich przypadkowo. Miejsca potrafią zaskoczyć!

Six Flags Magic Mountain

Gdy w Europie zachwycamy się pojedynczymi: Europa Park, Energylandią czy Hyde Park, tak amerykanie mają całą sieć (18 parków!) należących do Six Flags. Ten konkretny w Magic Mountain, znajduje się na przedmieściach Los Angeles i został otwarty już w 1971 roku, co czyni go jednym z najstarszych parków z rollercoasterami na świecie. Absolutne miejsce do bycia dla wszystkich żądnych adrenaliny, które otwarte jest cały rok. Kto kiedykolwiek przejechał się w pierwszym wagoniku, nie potrzebuje więcej rekomendacji. 

Amoeba Music

To ogromny sklep z tysiącami nowych oraz używanych płyt z muzyką i filmami. Świetny miejsce dla każdego muzo i kinomaniaka. Można sobie sprawić pamiątkę w postaci ulubionego albumu na winylu lub jakiegoś plakatu. Tutaj w nowe inspiracje do tworzenia muzyki zaopatruje się duet Electric Youth (na zdjęciu niżej Bronwyn Griffin). W świece YouTube i serwisów stremingowych, taki sklep z fizycznymi wydaniami wydaje się jak wyjęty z innej epoki. Więc nawet jeśli nie planujesz nic kupić, warto na chwilę zajrzeć dopóki jeszcze istnieje.

Jimmy Kimmel Live!

Jeśli ktoś zna komika Jimmiego Kimmela i jego wieczorne show z gwiazdami, to dobrą opcją na wieczór może być miejsce na widowni i obejrzenie nagrywanego programu na żywo. Studio nazywa się El Capitan Entertainment Center i znajduję się przy Hollywood Boulevard. Sam ze względu na humor, jak i utrzymywanie języka angielskiego na odpowiednim poziomie często oglądam na YouTube jego programy. Takie przyjemne z pożytecznym, jednak do tej pory nie udało mi się zdobyć biletu na program, z gościem jakiego chciałem. Bilety są darmowe i wystarczy je wcześniej zarezerwować na stronie wydawcy. Długo wcześniej wiadomo też kto będzie, także można sobie zaplanować jaką gwiazdę kina chciałoby się zobaczyć i posłuchać. Reasumując fajna sprawa, a i bez rezerwacji biletu można się dostać. Wystarczy stanąć w długą kolejkę. Najdłuższą jaką widziałem, była ta utworzona przez dziewczyny, gdy gościem tuż przed premierą filmu First Man był Ryan Gosling.

Murale i sztuka uliczna

O ile jeszcze w latach 90. dużą liczbę ścian i murów zdobiły w mieście gangsterskie graffiti, tak teraz ulice wyglądają znacznie inaczej. Niezależnie w jakiej dzielnicy się znajdujesz, prędzej czy później natkniesz się na artystyczne murale, bądź inne graficzne projekty. Pomijając anielskie skrzydła, najwięcej z nich odnosi się do szeroko rozumianej popkultury. Gwiazdy kina i muzyki oraz fikcyjni bohaterowie to motyw przewodni. Są również ściany pamięci np. poległych żołnierzy czy takie ciekawe grafiki jak schody w Silver Lake. Jest też największy na świecie kawałek muru Berlińskiego, który też jest pomalowany. Ostatnio był na nim kapitan Ameryka hehe. Sam jestem ogromnym fanem dekorowania miast w taki sposób i to moim zdaniem najlepsza „zwykła” atrakcja, jaką przyjdzie nam tam zobaczyć.

Pozdrowienia

Trochę ze mnie american boy, także z każdymi kolejnymi odwiedzinami (albo przeprowadzką), miejsc na liście powyżej może przybywać. Na pewno chcę się jeszcze włamać do wybetonowanego kanału rzeki i pobujać na huśtawce Secret Swing. W tej chwili myślę że nieco „pomogłem” i jeśli kiedyś wylądujesz na lotnisku imienia Toma Bradleya, przynajmniej w małym stopniu będziesz wiedział gdzie iść i co robić.

Pokochasz to miasto albo je znienawidzisz.

PS mocno ograniczyłem ilość zdjęć, jakby i bez nich tekst nie był wystarczająco długi 😉