Nigdy nie byłem wielkim fanem filmów z Jamsem Bondem. Jednak po moim debiutanckim skoku bungee z Europabrücke, szukałem kolejnego równie urokliwego i mocnego miejsca na kolejny. Tak trafiłem na film GoldenEye z 1995 roku, gdzie obok debiutującego w roli Bonda, Pierc’a Brosnana, pojawiła się Izabella Scorupco. Po charakterystycznym intro następuje scena otwierająca. Mamy samolot, awionetkę, która zbliża się doliną do tamy Contra, grającą w filmie radziecką bazą i nad nią przelatuję. Następne ujęcie to biegnący szczytem tamy Bond, który zaraz potem z niej skacze… Dalsza fabuła to już mniej istotna historia, ale tak zaczyna się film i moja kolejna przygoda.

Po tej robiącej wrażenie czołówce i z informacjami, że Szwajcarzy od lat organizują tam skoki bungee, wiedziałem, że będzie to kolejne miejsce, które odwiedzę. Dzięki filmowej popkulturze nazwane „James Bond Jump”

Verzasca Dam

Tama Contra znajduje się w malowniczej dolinie Verzasca, przez co również i tak jest często nazywana. Została oddana do użytku w 1965 roku, ma 220 metrów wysokości i jest czwartą co do wielkości tamą/elektrownią w Szwajcarii. Trochę ich jest w tym kraju, bo aż 45! Za to jedyną, z której można skakać. Jest również szeroka na 380 metrów i tak naprawdę żadne zdjęcie nie oddaje jej ogromu.

Tama znajduje się w najdalej wysuniętym na południe kantonie Szwajcarii – Ticino. Językiem urzędowym, jak i mówionym jest tam język włoski. Także będąc na miejscu mamy bardziej uczycie przebywania we Włoszech niż w Szwajcarii. Miasteczka w pobliżu: Gordola, Tenero są dość malownicze, podobnie jak i kręta droga w górę rzeki, by dotrzeć do tamy. Pozwala to nawet chwilowo zapomnieć, po co tutaj przyjechałeś.

Człowiek się jednak szybko reflektuje, gdy po chwili jazdy w górę, przed przednią szybą wyłania się ten kawał betonu. Efekt wow gwarantowany! Mięśnie mimowolnie się napinają i to tu zaczyna się lekkie stres, bo organizm podświadomie wie co planujesz zrobić.

Martini wstrząśnięte, niemieszane

Po zameldowaniu, oświadczeniu odpowiedzialności i zważeniu, możemy napić się alkoholowego drinka, który jest w cenie. Taki na odwagę. Bardzo dobry pomysł, z tym, że gdy zajrzałem do „barku” akurat butelka Martini była pusta hehe. No cóż, trzeba skakać na trzeźwo. Aczkolwiek wcale się nie zdziwiłem, że procenty szybko znikały. Wziąłem więc pepsi, bo było ponad 30 stopni i długa kolejka. Trzeba nadmienić, że tama jest otwarta dla turystów, więc poza łowcami wrażeń, spaceruje po niej dość dużo ludzi, a dla wariatów chcących z niej skakać jest jedynie wytyczona strefa. Minusem licznej widowni jest to, że zajmują dość mały parking przy tamie i żeby zaparkować, trzeba jechać kawałek dalej wzdłuż jeziora Vogorno.

Skacze się z platformy, która jest na stałe zbudowana na szczycie tamy i nieco wysunięta poza jej krawędź. W sumie śmiało mogę napisać, że skok jest z ok. 222 metrów, ponieważ konstrukcja jest wyższa od tamy i wchodzi się na nią po schodkach. Po dwóch stronach platformy zamontowane są dwie liny, i to na której będziemy skakać, zależy od naszej wagi. Nie możemy być jednak lżejsi niż 45 kilogramów i ciężsi niż 110.

Ta wyobraźnia…

Przyznam szczerze, że Contra to dość przerażające miejsce dla każdego z bujną wyobraźnią i kreatywnym myśleniem. Przydają się te cechy, gdy jesteś sam na sam z ukochaną, bądź przy tworzeniu reklam dla klientów, ale wcale nie pomagają, gdy stoisz na krawędzi, ponad 200 metrów nad ziemią.

Do samego strachu wysokości, dochodzi myślenie, że po złym wybiciu albo porywie wiatru roztrzaskasz się z pełną prędkością o ponad 50-letnią ścianę betonu, a jedyne co wciągnął z powrotem na górę, to Twoje zwłoki, ale mniejsza o to. Nie byłem sam i tak sobie trochę pogadaliśmy o najgorszych scenariuszach na pocieszenie hehe 🙂 Nie ma tu tego psychicznego komfortu jak przy skoku z Europabrücke, w którym widziałem wielometrową odległość między pylonami, pomiędzy którymi skaczemy. Z tamy Verzasca spadamy równolegle tylko kilka metrów od jej betonowej ściany!

Gdy już się napatrzymy w dół, kolejną sprawą do ogarnięcia w głowie jest to co widzimy. W tym wypadku są to ostre skały i kamienie, które przyjmijmy też nie są najlepszym widokiem. W wyobraźni, zamiast ‘’uspokajać’’ podsuwają raczej obrazy twojej roztrzaskanej czaszki na nich (skojarzyła mi się scena z „Rambo: First Blood”, gdy policjant wypadł ze śmigłowca). Nie wiem, czy w tym przypadku woda albo po prostu zielona trawa na dole, działałyby lepiej na odwagę, ale raczej na pewno byłyby bardziej uspokajające dla podświadomości.

W każdym razie, teraz gdy spisuję swoje myśli i tak patrzę po tekście, jest dużo słów, w rzeczywistości, przemknęło mi to wszystko przez głowę w ułamkach sekundy.

3,2,1 Bungee!

Wspominałem ostatnio, że nie lubię czekać, dlatego średnio podobało mi się długie, ok. 45 minut czekanie na swoją kolej. Ubrany już w zabezpieczającą uprzęż obserwowałem strach i spojrzenie śmierci w oczy innych śmiałków. Ich stres, skoki, krzyki i radości po powrocie. Ponad 30 stopni też robiło różnicę, było gorąco, nie tylko ze względu na temperaturę, ale i z oczekiwania. Dziwne uczucie. Jest się wtedy w innym świecie ze swoimi myślami.

W każdym razie dałem radę i znowu było to coś niesamowitego! Kolejny „free fall” za mną, tym razem z własnym cieniem na ścianie obok, a nie na ziemi pod. O ile wyskoczyłem z krzykiem, to te wszystkie metry w dół skutecznie nas zatykają i wyciszają. Nie da się krzyczeć i wydawać dźwięków. Coś podobnego jak na rollercoasterach przy największym przeciążeniu na dole. Samego spadania nie da się opisać słowami. Potrzeba by tu było jakiegoś poety chyba.

Te kilka sekund od wybicia się z platformy jest zawieszeniem w czasie. Nie mamy na nic wpływu, a jedyną decyzją, jaką podjęliśmy, było wychylenie się w przepaść. Podskakujemy na gumie bungee kilka razy nim się wyprostuje. Mniej więcej w tym samym czasie schodzi z nas największy stres. Potem specjalną linką prostujemy naszą sylwetkę do pionu, co by nie zwisać głową w dół. Tutaj miałem mały problem, ponieważ linka zaplątała się wokół mojej nogi. Musiałem się trochę nasiłować by przeciągnąć ją pomiędzy ściśniętymi butami, ale poszło. Gdy po wyprostowaniu damy znak, że wszystko okey, zostaje nam spuszczona druga linka wyciągarki, do której należy się przyczepić karabińczykiem z naszej uprzęży.

Spadaliśmy, teraz czas wracać na górę. Podczas wciągania mamy chwilę się trochę rozejrzeć na spokojnie oraz opalić przy okazji, bo strasznie gorąco na tej ścianie. Poza „prywatną” panią fotograf i dronem, którym nie wolno latać, miałem kamerkę GoPro na nadgarstku. W porę się ogarnąłem by zdążyć nią złapać trochę widoków z tej wiszącej perspektywy. Pięknie tam! Wisząc na linie potwierdzam też, że tylko na zdjęciach ściana tamy wygląda wypukle. W rzeczywistości jest wklęsła. To właśnie przez ten profil, jej kształt, jak i wysuniętą platformę, spadamy w bezpiecznej (!) równoległej odległości kilku metrów od niej.

Płacimy za bezpieczeństwo

255 franków szwajcarskich i kolejne 40 za video. Tyle trzeba zapłacić za stres, nerwy i podbicie ryzyka śmierci bez żadnych zniżek. Duża suma, ale proporcjonalna do Szwajcarii. Firma, która organizuję ten skok, zajmuję się również innymi atrakcjami w regionie już od 1988 roku. Ci ludzie mają doświadczenie i najlepszy sprzęt, więc płacimy nie tylko za sam skok, ale również za bezpieczeństwo. Długo szukałem informacji o ewentualnych wypadkach, nawet tych najdrobniejszych i nieszkodliwych w historii Trekking Team. Nic nie znalazłem.

Jeśli chodzi o uprzęże, karabińczyki i resztę sprzętu, to uważam, że nie ma nic lepszego, niż przeczytać na nich Swiss Made albo Made in Austria tuż przed skokiem. Alpejskie kraje mają w nich największe doświadczenie, a i takie sporty ekstremalne mają w nich swoje regulacje bezpieczeństwa. Abstrahując, w Polsce nie ma żadnych przepisów na bungee i skacząc ufasz wyłącznie organizatorowi.

Szwajcarska jakość i terminy

Można skakać od świąt Wielkanocnych do końca października w każdy weekend w godzinach 13-17. W Lipcu są to dodatkowo środa, czwartek i piątek. Skoki można wykonać jedynie po wcześniejszej rezerwacji, nie ma możliwość spontanicznego przyjazdu. Są też uzależnione od pogody i o ile w jakimś drobnym deszczu się odbywają, to przy porywistym wietrze, burzy czy mgle już nie. Moim zdaniem warto jednak poczekać na dobrą pogodę dla widoków, bo pocić będziemy się niezależnie od aury.

Poza „zwykłymi” skokami, organizowane są tam również eventy firmowe, skoki nocą i kilka innych zwariowanych pomysłów, po których szczegóły, odsyłam już na oficjalną stronę, bo robi mi się tu za długi wpis hehe 😀

Wrażenia na chłodno po kilku dniach

Przed wycieczką do Szwajcarii myślałem, że będzie nudno i spokojnie. Wcale nie było. Może trochę pomogło mi wcześniejsze doświadczenie, bo to, czego jestem pewny, to to, że człowiek wcale nie uodparnia się na takiego rodzaju strach i wysokość. To bardzo naturalne uczucie i świadczy o przytomności umysłu. Każdy decydujący się na tego rodzaju rozrywki powinien być świadomy ryzyka, jakie ze sobą niosą. Jak to mówią, tylko głupi się nie boi.

PS wracając jeszcze do Bonda, to wcale nie Pierce Brosnan, a kaskader wykonał filmowy skok za niego. Brosnan się nie odważył. Także każdy, kto nie skoczy, wcale nie jest mniej odważniejszy od agenta 007.

Adrenalina: 5/5 Strach: 5/5 Widoki: 5/5

Poniższa galeria to stopklatki filmu z kamerki GoPro. Totalnie inna perspektywa i najlepsze zdjęcia!