W tym roku okrągła, bo 50 rocznica lądowania na Księżycu zainspirowała mnie do napisania o miejscu, bez którego nikt w Europie nie oglądałby słynnej transmisji. Pierwszych kroków Neila Armstronga i słów „To jest mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”, które świat wtedy po raz pierwszy usłyszał. Miasteczko Raisting w południowej Bawarii. To tu znajduję się jedna z największych na świecie stacja radarowa, umożliwiająca bezprzewodową transmisję danych. Cały kompleks składa się z ponad 40 mniejszych i większych anten, 7 radarów oraz stacji nadawczej.

Co ważne! Nie wchodzę w teorie spiskowe czy faktycznie byliśmy na Księżycu i ile razy. Zostanę przy oficjalnej wersji, że odbyło się 7 lotów na Księżyc w tym 6 udanych, a po jego powierzchni spacerowało w sumie 12 astronautów. Nie zmierzam robić z tego wpisu gdybania, ale jak przystało na outsidera, skupię się na innej perspektywie i mało znanej turystyce.

Rys historyczny satelity kosmicznego

Pomimo szybkiego rozwoju technologii komunikacyjnych do czasów II wojny Światowej, jak i podczas jej trwania, tylko sieć telegraficzna oraz nadajniki krótko i długofalowe mogły docierać przez Ocean Atlantycki. W 1945 roku, tuż po zakończeniu II wojny Światowej, Arthur Charles Clarke, były brytyjski oficer jednostki telekomunikacyjnej, zaproponował uruchomienie łącza radiowego za pośrednictwem satelity kosmicznego jako stacji przekaźnikowej. Pomysł został wyśmiany i nikt nie brał go na poważnie, zarówno naukowcy, jak i wojskowi. Dlatego Arthur C. Clarke zaczął pisać powieści fantastyczne, a Europę z Ameryką Północną nadal łączył jedynie transatlantycki kabel z miedzi.

(Ciekawostka. Arthur C. Clarke jest między innymi autorem książki „2001: Odyseja kosmiczna”. W 1969 roku wspólnie ze Stanleyem Kubrickiem został nominowany do Oscara za scenariusz do filmu o tym samym tytule)

Sytuacja zmieniła się, gdy w 1957 roku, sowieci wysłali pierwszego sztucznego satelitę na orbitę, Sputnik 1. Trzeba pamiętać, że była to dość duża ujma na honorze dla całego zachodniego świata. Od samego wysłania przez sowietów Sputnika 1 na orbitę, większe wrażenie zrobiło to, że działał.

Dlatego po opracowaniu przez USA wyrzutni satelitarnych, rakiet i przetestowaniu nowych systemów łączności, można było zabierać się do działania. W 1961 roku podpisano międzypaństwowe porozumienie. Było ono zawarte pomiędzy Amerykańską Agencją Komiczną NASA a Brytyjską i Francuską pocztą państwową oraz po krótkim czasie, również Niemiecką. Warto przypomnieć, że w tamtym czasie, powojenne siły alianckie miały w Niemczech Zachodnich znaczne wpływy i ogromną ilość wojska. Jeśli chodzi o prawo i porządek, trzymały ten kraj pod butem i jak na kowboi przystało, mogli sobie na dużo pozwolić. Wracając to porozumienia, to traktowało ono o budowie satelity komunikacyjnego, jak i stacji naziemnych. Efektem był pierwszy satelita zaprojektowany od podstaw do transmisji połączeń telefonicznych i przesyłu danych, Telstar 1.

Jak to się zaczęło, czyli czemu akurat Raisting?

Podczas gdy Telstar 1 (tutaj oryginalne przemówienie Kennedyego na jego temat) krążył już sobie po orbicie, szukano odpowiedniej i głównej lokalizacji dla odbiorczej stacji naziemnej gdzieś w Europie centralnej. Lokalizacji, która miała z założenia być tą najmocniejszą technologicznie, oraz lepszą od działających już na mniejszą skalę stacji we Francji i Wielkiej Brytanii. Po pomiarach i badaniach taką okolicę znaleziono na rolniczej równinie w pobliżu miasteczka Raisting (w powiecie Weilheim-Schongau, Południowa Bawaria).

Dolina przez swoje położenie u podnóża Alp oraz ukształtowanie terenu, sama skupia fale i działa jak wielki talerz satelitarny. Do tego przez długi czas od zbudowania, miała stację wzmacniającą znajdującą się na najwyższym szczycie Niemiec, Zugspitze. W prostej linii to ok. 70 kilometrów od Raisting. Jak widać, cała okolica to naturalne wzmocnienie sygnału, miejsce idealne, którego mogli pozazdrościć zarówno Francuzi, jak i Brytyjczycy.

Mimo że z daleka od lotnisk i strategicznych punktów, sama już w momencie planowania stała się jednym z nich. Trafiając na listę ewentualnych celów ze strony sowietów podczas grążącej światu zimnej wojny. Był to główny powód dla którego mieszkańcy nie chcieli sprzedawać swoich terenów pod jej budowę. Po alianckich zapewnieniach oraz wielokrotnych stawkach za grunt, jakie im zaproponowano, w końcu ją sprzedali, a budowa mogła ruszać.

Radar numer 1 zaczął działać w 1964 roku i początkowo odbierał sygnały telewizyjne za pośrednictwem satelity „Telstar II”. Potem centrum satelitarne w Raisting było sukcesywnie rozbudowywane, dostało również własną serię satelit Intelsat, które odpowiadały głównie za pokrycie Europy. To tutaj, nieopodal tej sennej bawarskiej wioski, zaczęła się historia przekazu obrazu, jaki znamy dzisiaj.

Najważniejsze transmisje

Był wieczór 20 Lipca 1969 roku, a Europejczycy mogli na żywo obejrzeć lądowanie i pierwsze kroki na Księżycu. Sam sygnał drogę zaczynał na Księżycu, trafiał następnie do najbliższego wtedy odbiornika na ziemi, mianowicie w Australii. Kolejno do przekaźnikowej satelity nadziemnej Intelsat i z powrotem na ziemię do odbiorników NASA. Ze stacji Amerykańskiej Agencji Kosmicznej z powrotem do Intelsat, a z niej na ziemię do Raisting i dopiero do europejskich nadawców telewizyjnych. To tak w skrócie wygląda wytłumaczenie małego opóźnienia z jakim sygnał trafił do telewizorów. Sygnał który obejmował całą ziemię był pochwałą dla nowej technologii przysłania danych, w którą 15 lat wcześniej nikt nie wierzył.

Lądowanie na Księżycu było pierwszym większy testem dla stacji, który zaliczyła. Transmisje na całym świecie (oprócz mieszkańców ZSRR, gdzie transmisji nie przeprowadzono) oglądało w sumie ok. 500 milionów ludzi. Stacja Raisting, rozbudowana o kolejne radary, ponownie swoją skuteczność mogła udowodnić podczas transmisji letnich igrzysk olimpijskich z Monachium w 1972 roku. (Tym razem w kolorze) Odpowiadała również za gorącą linię, tak zwany „czerwony telefon”. Połączenie kryzysowe między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim, ustanowione po kryzysie kubańskim w 1962 roku, a aktywne przez okres całej Zimnej Wojny.

Stacja radarowa (z niem. Erdfunkstelle) ciągle w użytku

Radar numer 1 znajdujący się pod kopułą, jest od 2009 roku niemieckim zabytkiem technicznym i należy od do powiatu Weilheim – Schongau. To transmisja lądowania na Księżycu, przyczyniła się do zdobycia tego narodowego statusu. Pozostała część kompleksu nieustannie działa. Jej głównym zadaniem jest współpraca z satelitami komunikacyjnymi i nawigacyjnymi oraz udział w programach naukowych. Przynajmniej oficjalnie. Pod ziemię nikt nie zaglądał i chyba nie przesadzę, jeśli napiszę, że wykorzystywana jest również w celach wojskowych, może szpiegowskich? Zwłaszcza że w 2006 roku została sprzedana przez jej ostatniego niemieckiego operatora T-Mobile, amerykańskim firmom: Emerging Markets Communications Inc. oraz Global Eagle. Obie przedsiębiorstwa dostarczają satelitarne rozwiązania telekomunikacyjne dla firm. Przez pośredników również dla wojska, o czym łatwo się przekonać grzebiąc nieco na ich oficjalnych stronach i w sieci.

Z dzisiejszej perspektywy

Cały kompleks w Raisting robi wrażenie i to nie tylko na ludziach zainteresowanych technologią. Przez swoją rozsianą zabudowę na powierzchni kilku kilometrów kwadratowych, wśród pól kukurydzy i zbóż, jest dostępny dla turystów i mieszkańców. Można sobie tam śmiało pobiegać, wyjść na spacer z psem albo pojeździć rowerem. W takich miejscach, szczególnie w letnią gwieździstą noc, czuć że jesteśmy „niczym” jako ludzie na tle ogromu niezbadanego wszechświata.

Fanom popkultury znającym filozoficzny i mistyczny sens filmu „Kontakt”, polecam odwiedzić. Nie ma w Europie drugiej tak dużej i tak łato dostępnej stacji radarowej.