Niekończąca Się Opowieść (1984) z charakterystycznym motywem Limahala, Wielka Ucieczka (1963), która kultem dorównuje Parszywej Dwunastce, czy Okręt (1981) o załodze U-Boota. Wszystkie te filmy były kinowymi przebojami. Jeśli ktoś nie oglądał ich w milionach serwowanych nam powtórek, lub nie jest fanem starego kina, to myślę, że przynajmniej kojarzy tytuły. Mogłoby się wydawać, że zostały nakręcone gdzieś w USA, bo to głównie z tym krajem kojarzą się nam tak duże produkcje, lecz w ich przypadkach jest inaczej. To co ich łączy, to Bavaria Film. Niemieckie studio filmowe, które znajduje się pod Monachium. To na terenie tego, zajmującego ok. 30 hektarów filmowego miasteczka, powstały te i wiele innych produkcji.

Historia Bavaria Film

Studio powstało 1 stycznia 1919 roku pod nazwą Munchener Lichtspielkunst AG i założył je Peter Ostermayr. Lichtspielkunst z j.niem. to gra światła. Gdy założono studio, powszechna elektryczność nie była dostępna, dlatego ściany budynku były zbudowane ze szkła. Dzięki temu można było wykorzystywać naturalne oświetlenie i promienie słoneczne jak najdłużej. Dokładnie to stanowiło genezę nazwy.

Na początku swojego istnienia, studio skupiało się na produkcjach regionalnych oraz kopiowaniu taśm. Były lata 20. czas kina niemego i język niemiecki, a w szczególności bawarski akcent nikomu nie przeszkadzał w odbiorze. Dzięki czemu nagrane tu filmy zdobywały popularność i krok po kroku budowały renomę studia. To tutaj, w 1925 roku swój pierwszy reżyserski film Ogród Rozkoszy nagrał jeszcze nikomu nieznany 26-latek z Anglii, Alfred Hitchcock.

Nazistowskie Czasy

W latach 30. wraz z pojawieniem się dźwięku, studio po wewnętrznych przejęciach, zmianach w zarządzie i innych drobnostkach, o których nie będę przynudzał, otrzymało dzisiejszą, pochodzącą od nazwy Landu nazwę Bavaria Film. Mniej więcej w tym samym czasie, możliwości filmowej propagandy zaczęli dostrzegać naziści, którzy doszli do władzy. I to tu, w kwietniu 1933 roku powstał pierwszy pełnometrażowy (88 minut) propagandowy film SA-Mann Brand. Pierwszy z mnóstwa materiałów propagandy, których z czasem było coraz więcej. Grały w nich niejednokrotnie ówczesne gwiazdy niemieckiego kina. Poza polityką, której skutki znamy, efektem nazistowskich zleceń w latach 30. była świetna jak na tamte czasy koniunktura studia. Prężnie się rozwijało i bogaciło, dzięki czemu, poza zamówieniami NSDAP, tworzyło również swoje własne produkcje, odnoszące sukcesy artystyczne i komercyjne.

Powojenne Losy

Po II Wojnie Światowej studio należało do aliantów i w kolejnych latach nie mogło tworzyć własnych filmów. Zgodne z regulacjami które objęły również telewizję czy radio, mogło być jedynie wynajmowane na zlecenia dla innych firm. Głównie mniej lub bardziej powiązanych z wygranymi wojny. Powojenne produkcje były możliwe dlatego, że cały teren, wraz z halami, na którym studio się znajdowało, nie poniósł wojennych zniszczeń. Ponieważ w powojennych Niemczech nie przyjęła się funkcja lektora, to od lat 50. studio wykorzystywane było głównie do dubbingowania zagranicznych filmów i produkcji telewizyjnych. Nagrywano i prowadzono z niego również audycje radiowe.

Hollywood pierwszy raz na południe Niemiec zawitało w roku 1957. To za sprawą Stanleya Kubricka i filmu Ścieżki Chwały. Sam Stanley również nie próżnował, poznając w trakcie jego produkcji swoją przyszłą żonę. Wkrótce potem, niejako dzięki planowi odbudowy gospodarczej, Amerykanie ze swoimi projektami zaczęli być tutaj częstymi gośćmi. Również studio po wieloletnich zakazach mogło w końcu zacząć realizować swoje własne produkcje.

W latach 80. w hangarze 10, nagrywany był niezwykle popularny w Niemczech cotygodniowy program muzycznym Formel Eins. Prezentowały się w nim najpopularniejsze muzyczne zespoły i wykonawcy. Popularnością i zasięgiem dorównywał dzisiejszym premierom na YouTube i Spotify, tworząc ludziom playlisty i zakupowe cele na cały następny tydzień.

Das Boot (1981)

Przy koszcie produkcji 30 milionów ówczesnych marek niemieckich, jakie Bavaria Film wyłożyła w 1980 roku na Okręt (oryginalny tytuł Das Boot) ryzyko, że film na siebie nie zarobi i ściągnie na studio finansowe problemy, a nawet doprowadzi do bankructwa było duże. Jak się okazało, warte swego. Film, mimo że został nakręcony w języku niemieckim, stał się komercyjnym i artystycznym światowym sukcesem, którego do dziś, jeśli chodzi o niemieckojęzyczny film, nie powtórzono. Otworzył drogi karier kilku osobom, między innymi jego reżyserowi. Wolfgang Petersen, bo o nim mowa, dzięki filmowi zyskał zawodowy status oraz zaufanie producentów gotowych wyłożyć kolejne pieniądze. Dzięki temu w 1983 roku, kręcąc również w Bavaria Film Niekończącą się Opowieść dysponował już budżetem 60 milionów marek. Film w tamtym czasie miał status najdroższego niemieckiego filmu w historii, lecz zrobił swoim sukcesem najlepsza reklamę dla możliwości studia.

The NeverEnding Story (1984)

Można się zastanawiać na co poszło 60 milionów marek, dlatego teraz kilka filmowych ciekawostek. Dużo wydano na technikę Blue Screen użytą jak na 1983 rok w niespotykanej skali (dopiero po latach nastał lepszy Green Screen) oraz inne efekty wygenerowane komputerowo. Piszę efekty ponieważ o pojęciu CGI nikt nie słyszał. Wydano kilka milionów na promocję oraz ścieżkę dźwiękową za którą odpowiadał Giorgio Moroder i jego Monachijskie Musicland Studio. Szereg wykonawców i zdecydowanie najpopularniejszego z nich Limahala, którego ściągnięto z Anglii na krótką sesję nagraniową. Trafił w świat filmowej fantazji nieco przez przypadek, ponieważ akurat nie miał co robić po opuszczeniu Kajagoogoo.

Jak wiemy, wycieczka do Monachium się opłaciła. Piosenka o filmowym tytule odniosła jako singel wielki światowy sukces i prawdopodobnie dzisiaj jest popularniejsza od samego filmu. Wtedy, poprzez wywiady oraz występy telewizyjne Limahala, towarzyszyła promocji filmu, a i dla wykonawcy okazała się jak dotąd wielkim sukcesem na którym 'jedzie’ do dziś.

Nie żałowano również budżetu na potrzeby scenografii i to na nią wydano najwięcej. Na przykład na zwożenie ton mułu z dna rzeki Izara przepływającej przez Monachium i budowanie z niego planu. Mułu, z którego cały hangar 4/5 trzeba było niespodziewanie czyścić i ponownie, opóźniając zdjęcia, od nowa budować nim scenografię. Dlaczego? Za pierwszym razem ze względu na reflektory, kable i ogólnie ciepło jakie panowało podczas nagrań, z mułu wykluło się tysiące larw 😀

Małe Hollywood

Poza eksponatami z uwielbianej przeze mnie Wielkiej Ucieczki kręconej w studiu oraz 'moich’ okolicach we współpracy z amerykanami, to Smok Falkor (jeden z 3 użytych w produkcji) jest najbardziej charakterystycznym i obleganym eksponatem w Bavaria Film. Mimo, że stare filmowe efekty tracą myszką i trzeba mieć naprawdę dużą wyobraźnię by je ogarnąć to marzenie dzieciaka można na swój sposób odhaczyć. To za sprawą Green Screenu i specjalnie przygotowanej aplikacji. Siadając na grzbiecie Falkora można się nagrać i polatać w filmowej scenerii. Świetne!

Wśród eksponatów jest również kawałek oryginalnego okrętu podwodnego z Das Boot do którego można wejść, oraz kilka jego mniejszych makiet. Znajdziemy tu również kino 4D oraz obejrzymy pokazy kaskaderów. Ogólnie dużo wystaw, atrakcji i historycznych scenografii. Pochodzą głównie z kina niemieckiego, którego sam dobrze nie znam, ale myślę, że jego fani znaleźliby tam swoje unikaty. Poza muzeum, z przewodnikiem można zwiedzać hale produkcyjne i tereny pomiędzy nimi. Można również zasiąść na widowni podczas nagrywania programu do TV. Więc jeśli nikt nie przyszedł tylko wejść zrobić zdjęcia na Falkorze i wyjść, to w sumie plan na kilka godzin. Dlatego gdyby ktoś miał ochotę poszwendać się trochę po filmowym świecie, a studia Paramount, Warner Brothers czy Universal w Los Angeles byłoby za drogie w planowaniu, to w Monachium ma ich małą namiastkę.

100 Lat Bavaria Film

W 2019 roku studio obchodziło swoje 100 urodziny i obecnie robi średnio 2-3 filmy na rok. Skupia się głównie na produkcjach telewizyjnych na niemieckojęzyczne rynki, w tym wiele programów live kręconych wspólnie z publicznością. Moim zdaniem pewne pieniądze. W przypadku filmów nigdy nie wiadomo czy zainwestowane w ich produkcje środki się zwrócą, a co dopiero na siebie zarobią. Aktualnie cel numer jeden w komercyjnym świecie z kolei Bawarczycy zbyt dobrze potrafią liczyć pieniądze i nie wepchają się w coś niepewnego. Z tego powodu, moim zdaniem nie ma co liczyć na kolejną Unendliche Geschichte. Tak brzmi oryginalny tytuł Niekończącej się Opowieści napisanej przez Niemca Michaela Ende.

Idealne nazwisko na zakończenie tego tekstu, bo przecież nie historii 😉