Niekończąca się opowieść z charakterystycznym motywem Limahala, Wielka Ucieczka, która kultem dorównuje Parszywej Dwunastce czy Okręt o załodze U-Boota. To filmy które były kinowymi przebojami. Jeśli ktoś nie oglądał ich w milionach serwowanych nam powtórek lub nie jest fanem starego kina, to myślę, że przynajmniej kojarzy tytuły. Mogłoby się wydawać, że zostały nagrane gdzieś w USA, bo to głównie z tym krajem kojarzą się nam tak duże produkcje, lecz tym wypadku jest inaczej. To, co ich łączy to Bavaria Film. Niemieckie studio filmowe, które znajduje się pod Monachium i to na terenie tego, zajmującego ok. 30 hektarów miasteczka, powstały te i wiele innych filmów.

Historia Bavaria Film

Studio powstało 1 stycznia 1919 roku pod nazwą Munchener Lichtspielkunst AG i założył je Peter Ostermayr. Lichtspielkunst z j.niem. to gra światła. Gdy założono studio, powszechna elektryczność nie była dostępna, dlatego ściany budynku były zbudowane ze szkła. Dzięki temu można było wykorzystywać naturalne oświetlenie i promienie słoneczne jak najdłużej.

Na początku swojego istnienia skupiało się na produkcjach regionalnych oraz kopiowaniu taśm. Były lata 20. czas kina niemego i język niemiecki (a w szczególności bawarski akcent) nikomu nie przeszkadzał w odbiorze, dzięki czemu nagrane tu filmy zdobywały popularność i krok po kroku, budowały renomę studia. To tutaj, w 1925 swój pierwszy reżyserski film nagrał Alfred Hitchcock, wtedy jeszcze nikomu nieznany 26-latek z Anglii.

Nazistowskie czasy

W latach 30 tych, wraz z pojawieniem się dźwięku, studio po wewnętrznych przejęciach, zmianach w zarządzie i innych drobnostkach, o których nie będę przynudzał, otrzymało dzisiejszą pochodzącą od nazwy Landu nazwę: Bavaria Film AG. Mniej więcej w tym samym czasie, możliwości filmowej propagandy zaczęli dostrzegać naziści, którzy doszli do władzy. I to tu, w kwietniu 1933 roku powstał pierwszy pełnometrażowy (88 minut) propagandowy film SA-Mann Brand. Pierwszy z wielu filmów i ogólnie materiałów propagandy, których z czasem było coraz więcej, a grały w nich ówczesne gwiazdy niemieckiego kina. Poza polityką której skutki znamy, efektem nazistowskich zleceń był świetna jak na tamte czasy koniunktura studia. Prężnie się rozwijało i bogaciło, dzięki czemu poza zamówieniami rządu, tworzyło również swoje prywatne produkcje, które odnosiły sukcesy artystyczne.

Po wojnie studio należało do aliantów i w kolejnych latach nie mogło tworzyć własnych filmów. Zgodne z regulacjami mogło być jedynie wynajmowane na zlecenia dla innych firm. Powojenne produkcje były możliwe dlatego, że cały teren, wraz z halami, na którym studio się znajdowało, nie odniósł wojennych zniszczeń. Ponieważ w powojennych Niemczech nie przyjęła się funkcja lektora, to od lat 50. studio wykorzystywane było głównie do dubbingowania zagranicznych filmów i produkcji telewizyjnych.

Hollywood pierwszy raz na południe Niemiec zawitało w roku 1957. To za sprawą Stanleya Kubricka i filmu Ścieżki Chwały, a i sam Stanley nie próżnował, poznając tu swoją przyszłą żonę. Wkrótce potem amerykanie ze swoimi projektami zaczęli być tutaj częstymi gośćmi, a i studio po wieloletnich zakazach mogło w końcu zacząć realizować swoje własne produkcje.

W latach 80. w hangarze 10, nagrywany był niezwykle popularny w Niemczech cotygodniowy program muzycznym Formel Eins. Prezentowały się w nim najpopularniejsze muzyczne zespoły i wykonawcy. Popularnością i zasięgiem dorównywał dzisiejszym premierom na YouTube i Spotify, tworząc ludziom playlisty i zakupowe cele na cały następny tydzień.

Das Boot i Niekończąca się Opowieść

Przy koszcie produkcji 30 milionów ówczesnych marek niemieckich, jakie Bavaria Film wyłożyła w 1980 roku na Okręt (oryginalny tytuł Das Boot) ryzyko, że film na siebie nie zarobi i pociągnie studio w finansowe problemy, a nawet do bankructwa było duże. Jak się okazało, warte swego. Film, mimo że został nakręcony w języku niemieckim, stał się komercyjnym i artystycznym sukcesem, którego do dziś, jeśli chodzi o niemiecko języczny film, nie powtórzono. Otworzył drogi karier kilku osobom, między innymi niemieckiemu reżyserowi. Wolfgang Petersen, bo o nim mowa, dzięki filmowi zyskał zawodowy status oraz zaufanie producentów gotowych wyłożyć kolejne pieniądze. Dzięki temu, w 1983 kręcąc również w Bavaria Film Niekończącą się Opowieść dysponował już budżetem 60 milionów marek. Film w owym czasie miał status najdroższego w historii.

Można się zastanawiać, na co poszło 60 milionów marek (które również się zwróciło)? Lubię takie ciekawostki dlatego już odpowiadam. Na pewno na technikę blue screen użytą jak na 1983 rok w niespotykanej na tamte czasy skali oraz inne efekty wygenerowane komputerowo. Na promocję oraz ścieżkę dźwiękową za którą odpowiadał Giorgio Moroder i jego Musicland Studio. Szereg wykonawców i zdecydowanie najpopularniejszego z nich, Limahala, którego ściągnięto z Anglii na krótką sesję nagraniową. Trafił w świat filmowej fantazji nieco przez przypadek, ponieważ akurat nie miał co robić po opuszczeniu Kajagoogoo. Jak wiemy, wycieczka do Monachium się opłaciła. Piosenka o filmowym tytule odniosła jako singel wielki światowy sukces i prawdopodobnie dzisiaj jest popularniejsza od samego filmu. Wtedy, poprzez wywiady oraz występy Limahala towarzyszyła jego promocji, a i dla wykonawcy okazała się jak dotąd jedynym prawdziwym sukcesem na którym jedzie do dziś.

Zdecydowanie najwięcej wydano na potrzeby scenografii. Na przykład na zwożenie ton mułu z dna rzeki Izara przepływającej przez Monachium i budowanie z niego planu. Mułu który, jak i cały hangar 4/5 trzeba było niespodziewanie czyścić, opóźniając zdjęcia. Ze względu na reflektory, kable i ogólnie ciepło, jakie panowało podczas nagrań, z mułu wykluło się tysiące larw…

Małe Hollywood

Poza eksponatami z uwielbianej przeze mnie Wielkiej Ucieczki kręconej w studio oraz okolicach we współpracy z amerykanami. To Smok Falkor (jeden z 3 użytych do produkcji) jest najbardziej charakterystycznym i obleganym eksponatem. Mimo ze stare filmowe efekty tracą myszką i trzeba mieć naprawdę dużą wyobraźnię by je ogarnąć. Małe marzenie dzieciaka można jednak odhaczyć. Za sprawą green screenu i specjalnie przygotowanej aplikacji można się nagrać i polatać na jego grzebiecie w filmowej scenerii.

Jest również kawałek oryginalnego okrętu podwodnego z Das Boot do którego można wejść, oraz jego kilka mniejszymi makiet. Znajdziemy tu również kino 4D oraz obejrzymy pokazy kaskaderów. Ogólnie dużo wystaw, atrakcji i historycznych scenografii. Pochodzą głównie z kina niemieckiego, którego sam dobrze nie znam, ale myślę, że jego fani znaleźliby wśród eksponatów swoje unikaty. Poza muzeum można zwiedzać z przewodnikiem hale produkcyjne i tereny pomiędzy nimi. Więc jeśli nikt nie przyszedł wejść i wyjść to wychodzi w sumie kilka godzin chodzenia. Także, gdyby ktoś miał ochotę trochę się poszwendać po produkcyjne filmowym świecie, a studia Paramount, Warner Brothers, Sony czy Universal w Los Angeles, byłoby za drogie w planowaniu, to w Monachium ma ich małą namiastkę.

100 lat Bavaria Film

W tym roku studio obchodzi swoje 100 urodziny i robi średnio 2-3 filmy na rok. Bardziej skupia się na produkcjach telewizyjnych na niemieckojęzyczne rynki, w tym wiele programów live kręconych wspólnie z publicznością. Moim zdaniem pewne pieniądze. W przypadku filmów nigdy nie wiadomo czy zainwestowane w ich produkcje środki się zwrócą, a co dopiero na siebie zarobią. Nie oszukujmy się, to jest aktualnie cel numer jeden w komercyjnym świecie.

Bawarczycy potrafią liczyć pieniądze i raczej nie wepchają się w coś niepewnego. Reasumując, na razie nie mamy co liczyć na kolejną Unendliche Geschichte. Tak brzmi oryginalny tytuł Niekończącej się Opowieści napisanej przez Niemca Michaela Ende…

PS idealne nazwisko na zakończenie tego tekstu 🙂