Morze, słońce, seks i obfite ilości białego kolumbijskiego proszku sprawiają, że sezon wakacyjny 2020 w kontekście obowiązującej pandemii nie do końca wydaje się stracony. Dzięki White Lines lecimy na Ibizę! Bilety i zakwaterowanie za sprawą mającego dzisiaj premierę serialu funduje Netflix. Już po tytule, który jasno odnosi się do działek kokainy, powinniśmy wiedzieć, że będzie ona tutaj jedną z bohaterek. Także jeśli ktoś nie jest zainteresowany takimi używkami, niech nie zaczyna.
We’re Going to Ibiza!
Gdy grupa Vengaboys wydała w 1999 roku jeden ze swoich imprezowych przebojów, jedna z linii fabularnych serialu miała już miejsce. Od początku mamy prowadzoną narrację podzieloną na dwie linie czasowe. Jedna obejmująca połowę lat 90. druga, czasy współczesne. Obie z nich przedstawiają nam historię Axela Walkera. Młodego chłopaka, który wyjechał z Manchesteru na Ibizę w 1996 roku. Tam wraz z grupą przyjaciół szybko spełnił marzenia, dorabiając się statusu uznanego muzyka i kilku klubów, po czym jednak zniknął bez śladu w swoje 24 urodziny.
Gdy po latach, jego zakopane na pustyni ciało się odnalazło, siostra Walkera, Zoe, zamierza dowiedzieć się, co naprawdę doprowadziło do tego, że jej brat zniknął dwie dekady wcześniej. Prowadzi własne śledztwo, powoli odkrywając tajemnice, stare uczucia i powiązania, jak również samą siebie. Jest tego trochę, a czas ze względu na grożące przedawnienie sprawy i nieśpieszną do pomocy policje nagli.
Wszystko to okraszone stereotypowym obrazem wyspy jako imprezowej. Niestety moim zdaniem za bardzo. Przejawiające się co chwilę narkotyki, czy golizna, zamiast być wyłącznie teledyskowym dodatkiem, odpychają i niepotrzebnie odwracają uwagę od głównego wątku. Trochę tanie chwyty, które w założeniu miały chyba wywoływać sensacje, robią efekt odwrotny od zamierzonego. Orgie, seks lesbijski, heteroseksualny, czy matka która nie widzi problemów w masturbacji syna, księdza i męża? proszę bardzo. Tylko z atmosfery thrillera niewiele zostaje. Historia z koleinami odcinkami rozjeżdża się i przeistacza w operę mydlaną, gdzie wszyscy ze sobą spali.
Bez własnej tożsamości
Serial White Lines w oparciu o renomę twórcy Domu z Papieru został stworzony do szumu medialnego. Do tego by o nim mówiono. Żadna z niego niespodzianka, a głośno zapowiadany i reklamowany przebój, który przebojem nie zostanie. Jest rynkowym mixem starych hitów i znanych melodii. Myślę, że tylko dlatego dobrze wypełni weekendowy parkiet, spragnionych przygód telewizyjnych podróżników. Jednorazowych przygód rzecz jasna 😉 Niestety w porównaniu do innych, już uznanych thrillerów Nefflixa, żadna z niego wciągająca miłość na całe życie, a jednorazowy romans. Jeśli tak podejdziemy do jego seansu i jak przelotną miłość potraktujemy, to czas jaki spędzimy na oglądaniu może nie zostanie zmarnowany.
Z pozytywów to zdecydowanie scenografia, zdjęcia i dosłownie kilka muzycznych beatów, które przewinęły się w tle. Niestety jeden spokojny kawałek Outro zespołu M83 nie zrobi ze ścieki dźwiękowej letnich przebojów. Kilka komediowych scen i postaci, jak chociażby rumuński gang do którego idealnie pasowało zagrane w tle Dragostea Din Tei, czy też scena ukrycia kokainy w ogródku również pozytywnie odróżnia White Lines od typowego dramatu kryminalnego. Tyle i aż tyle.
Mając do dyspozycji klimat letnich Balearów, budżet i uznanego twórcę, Netflix tym razem się nie popisał. Myślę, że pomysł na papierze wyglądał zdecydowanie lepiej od efektu jego realizacji w bibliotece do obejrzenia.
Czy to chcemy oglądać?
Można się zastanowić nad programowymi specjalistami Netflixa, ewentualnie nad jego subskrybentami. Powszechnie wiadomo, że platforma zbiera dane ze swoich algorytmów oraz informacje na temat użytkowników, aby potem tworzyć takie jak ta produkcje. Czy White Lines jest naszym odbiciem lustrzanym jako społeczeństwa i tym co chcielibyśmy oglądać? Taki wniosek i pytanie mi się nasunęło.
Jak wspomniałem na początku, serial to przygoda na szybki raz i by mieć frajdę z seansu, tak należy go potraktować.
Epilog
Jako że moje teksty czasem czyta trochę osób, polecam znudzonym fabułą telenowelowatego White Lines poprowadzić własne śledztwo na temat śmierci prawdziwej gwiazdy klubowej sceny. Tim Bergling, szerzej znany jako Avicii. Lista ludzi znalezionych martwych, po tym jak zaczęli nagłaśniać sprawy pedofilii i handlu dziećmi na wysokich szczeblach jest długa. Prawdopodobnie Avicii był jedną z nich. Takie popkulturowe wydarzenia jak ten serial, są moim zdaniem dobrą okazją do zainteresowania się rzeczywistością.