Gdy w latach 70. powstawała w Austrii zapora wodna Kölnbrein, budowniczowie z pewnością nie zdawali sobie sprawy, że za kilkadziesiąt lat stanie się ona jednym z najbardziej widowiskowych miejsc na skoki bungee w Europie. Do tego najwyżej położoną lokacją na tego typu rozrywki na świecie. To dlatego, że najwyższa tama w Austrii znajduje się na wysokości 1933 metrów nad poziomem morza. Dla szybkiego porównania szczyt Giewontu to 1894 m n.p.m. Z tą różnicą, że na Giewont nikt nie dostarczył ponad 2 milionów metrów sześciennych betonu, jakie zostały użyte do budowy tej tamy.

Tama Kölnbrein + Dźwig = Bungee

Szerokość fundamentów zapory to 41 metrów, a szerokość jej korony to 7,5 metra. By przespacerować się tam i z powrotem przez nią całą, musimy pokonać ponad kilometr, ponieważ jej długość wynosi 623 metrów. Jednak to, co najbardziej wszystkich interesuje to wysokość ściany. Wewnętrzna ma 200 metrów wysokości, a zewnętrzna (widoczna) 134 metrów. Nawet jeśli te liczby i wysokości wydają się ogromne, to zawsze można więcej i wyżej! Dokładnie na taki plan wpadł pan Rupert Hirner, którego sylwetkę przedstawiłem przy okazji mojego pierwszego bungee tutaj. Poza skokami na moście Europabrücke, postanowił organizować dodatkowe bungee na tamie Kölnbrein z udziałem dźwiga!

Nieprzerwanie od lata 2014 roku, dwa weekendy w sierpniu, drogę krętym wąwozem doliny Maltatall ku zaporze, pokonuje dźwig. Jego ramie i kosz, z którego skaczemy wyciągnięte są na wysokość 34 metrów nad koroną tamy. To razem z wysokością jej zewnętrznej ściany -134 metrów, daje nam w sumie 165m. Z takiej wysokości nad ziemią skaczemy.

Emocjonalne doświadczenia pominę. Skok na Kölnbrein był moim pitym skokiem bungee, także nie jestem już nowicjuszem i nie chcę przynudzać. Pisałem o nich przy okazji 1, 2, 3 i kolejnych skoków, także zainteresowanych odsyłam do zapoznania się z pozostałymi adrenalinowymi historiami. Skupię się na różnicach w kontekście innych skoków.

Każdy skok Bungee jest inny

Nie trzeba się przypinać do wyciągarki! Po skoku, gdy lina po kilku rozciągnięciach się uspokoi, cała gondola dźwigu z której skoczyliśmy, jest powoli opuszczana na ziemię. Zwisając na linie ‘siadamy’ miękko na materacu, w czym pomaga ktoś z ekipy. Potem zostajemy odczepieni i czekamy, gdy każdy skoczy. Także nikt nam nie każe wracać na górę na piechotę. Po skoku każdego z ekipy wspólnie jesteśmy wciągani na wierzchołek tamy. Maksymalnie w gondoli jest 3 skoczków i zawsze dwie osoby z ekipy.

Liny zmieniane są do każdego skoczka indywidualnie. Zgodnie z zasadami, proporcjonalnie do naszej wagi dostajemy odpowiednią linę bungee. Te jednak nie są na stałe przymocowane do konstrukcju z których skaczemy jak to miało miejsce w moich dotyczaczasoywhc skokach. Liny bungee są zmieniane po każdym skoczku na dole u podnóża tamy.

Budowanie strachu. Windą do nieba?

Gdy pierwsza osoba z mojej 3-osobowej grupy skoczyła, a gondola była już na dole, ja byłem następny w kolejce. Zdecydowanie najgorsza minuta. Gdy zmienili i przypięli do mnie linę na moje 92 kilogramy, stanąłem na krawędzi gondoli. Przed sobą miałem tylko cienką linkę zabezpieczającą i otwartą przestrzeń. Gdy wszystko przygotowano i sprawdzono, dźwig zaczął wciągać nas na wysokość 165 metrów. Przez cały ten czas do osiągnięcia wysokości skokowej, stoisz na tej krawędzi zaciskając dłonie na poręczach… Także to było mocne! Jak ja to mówię, nie boję się, ale mam respekt. Super powolne budowanie strachu i chwile zdecydowanie nie dla ludzi z lękiem przestrzeni.

Po osiągnięciu pułapu klatka jest usztywniana do ramienia dźwiga byśmy jej za nadto nie rozbujali. Odliczanie do skoku jest przez głośnik. To element show dla wszystkich turystów i obserwatorów z punktu widokowego -skywalk, samej korony tamy, jak i pobliskiego parkingu i hotelu. Zdecydowanie takiej dużej publiki jeszcze nie miałem, a jako że większość ludzi trzyma w dłoniach telefony, to z pewnością zostałem przypadkowym bohaterem x filmików i zdjęć.

Skoki organizowane są oczywiście wyłącznie w bezpiecznych warunkach atmosferycznych. Nikt nie próbuje zarobić tutaj na ludziach, jeśli wieje zbyt silny wiatr lub pada mocny deszcz czy śnieg. Przekonałem się o tym rok wcześniej, gdy byłem już w kolejce do skoku, lecz impreza została całkowicie odwołana ze względu na śnieg i temperaturę bliską 0. Mimo że ‚na dole’ przed wjazdem do doliny Maltatall było 28 stopni. Siła natury i zdradliwość wysokich gór kazała mi czekać równy rok na kolejną szansę o której właśnie czytasz.

Ludzie, przypinajcie te kamerki!

Jedyny minus tego weekendu to brak kamerki na ręku. To znaczy miałem gotową kamerkę GoPro wraz z mocowaniem na dłoń, lecz nie mogłem jej użyć. Powodem takiej sytuacji o której dowiedziałem się dopiero przed skokiem było to, że komuś wcześniej jakaś kamerka spadła narażając na niebezpieczeństwo chłopaków z ekipy na dole. Mimo że pokazałem moje oryginalne i porządne podwójne zabezpieczenia, nie przekonałem głównego szefa. To był dobry weekend, także nie kłóciłem się na przekór i skoczyłem bez. W galerii poniżej do widoku jaki mamy z kosza tuż przed skokiem, użyłem starego zdjęcia znalezionego w sieci. Po skoku zapraszali ponownie, powiedziałem, że gdy pozwolą mi zabrać kamerkę dla kilku ujęć z góry. Także kto wie? 🙂

Poza Bungee, czyli Maltatal i Kölnbrein dla turystów

Zapora Kölnbrein jest uwieńczeniem i ślepym zaułkiem 14-kilometrowej trasy widokowej przez dolinę Maltatal. Terenów należących do Austriackiego Parku Narodowego Wysokich Taurów. Kiedyś droga na plac budowy, dzisiaj zagospodarowana dla turystów malownicza trasa widokowa z tunelami, wodospadami i kilkoma knajpami/zajazdami. Trasa otwarta jest przez około 5/6 miesięcy w roku. Przeważnie od połowy maja do połowy października. W okresie zimowym jest po prostu nieprzejezdna i zbyt niebezpieczna, by wpuszczać tam turystów.

W 2010 roku na szczycie zapory zainstalowano ‚skywalk’, przeszklona półkę widokową w kształcie podkowy. Półkę która sama w sobie może być dobrym adrenalinowym kopniakiem. Dodatkowo tamę można zwiedzać również wewnątrz, a wycieczki odbywają się codziennie, a że uwielbiam takie konstrukcje i trochę ich już zwiedziłem to właśnie jest plan na nastepny raz.

Reasumując, okolica zapory Kölnbrein to świetne miejsce i pomysł na weekend, nawet jeśli nie jesteś fanem sportów ekstremalnych. Górski hotel Malta i restauracja umiejscowione tuż obok tamy ułatwiają planowanie i z pewnością stworzą wspomnienia na wiosenny lub letni weekend. Nawet nie szkoda, że weekendy bungee są tylko dwa razy w roku. Nadaje im to wyjątkowego charakteru w szybkim i natychmiastowo dostępnym świecie.

Adrenalina: 4/5 Strach: 5/5 Widoki: 5/5